menu
:: Strona Główna
:: Wywiad specjalny
::
Artykuły Biograficzne
::
Galerie
::
Biblioteka
::
Monografie
::
Wystawy & fotografie
:: Listy
:: Publicystyka
:: Spis artykułów prasowych
::
Szczep Rogate Serce
::
Odnośniki
::
Kontakt
:: Księga Gości

 

Karol  Homolacs

Przedmowa do monografii

STANISŁAWA  SZUKALSKIEGO

(mającej ukazać się w 1960 roku)

 

Czy Stanisław Szukalski jest wielkim artystą czy też bardziej albo mniej utalentowanym rzeźbiarzem?

Kiedy się z tym pytaniem zwrócimy do współczesnych plastyków a także teoretyków sztuki, to otrzymamy bardzo różne odpowiedzi. Jedni mówią, że jego rzeźby zaskakują nas swoją egzotyką, która zaczerpnięta jest z kultury staro-amerykańskiej, ale poza tym nie przedstawiają żadnej poważnej wartości artystycznej. Inni mówią, że to są dzieła wielkiego ale zwichniętego talentu. Wreszcie są tacy, którzy mówią, że to są dzieła genialne, że można się wprawdzie dopatrzeć w nich pewnych wpływów, ale że w swej najgłębszej istocie są zupełnie samodzielne

i wnoszą do sztuki zupełnie swoiste wartości.

Tak mówią ludzie, a co mówią same dzieła?

Kto się naprawdę sumiennie zastanawiał nad tworami artystycznymi różnych epok i w nich szukał kryteriów, które by umożliwiły ich wartościowanie, ten musiał dojść do przekonania, że takich kryteriów nie ma. W samej formie nie można znaleźć żadnych cech, które by decydowały

o wartości dzieła sztuki. A jednak muszą istnieć jakieś kryteria jeżeli nie w sferze myśli logicznej, to w sferze naszego poczucia, skoro w praktyce odróżniamy działa genialne  od dzieł mało wartościowych. A chociaż istnieją pod tym względem różnice poglądów (bo przecież wszelkie osądy ludzkie są do pewnego stopnia błędne i ułomne), to jednak olbrzymia większość ludzi godzi się na to, że na przykład tuzinkowych portretów różnych malarzy nie można równać z portretami Velasqueza, albo tuzinkowych obrazów religijnych z Wieczerzą Pańską Leonarda.

Istnieją tedy niewątpliwie kryteria, ale nie łatwo jest wskazać na czym one polegają. Wydaje mi się pewnym, że nie mogą one polegać na zewnętrznej formalnej analizie dzieła sztuki i muszą  opierać się na jakichś przeżyciach wewnętrznych, psychicznych. Kiedy się myśli o stanach duszy najbardziej dla aktu twórczego znamiennych, to ciśnie się do ust słowo "entuzjazm".

Dla każdego człowieka, dla którego doznania artystyczne stanowią głęboką, istotną i ważną treść życiową, jest rzeczą oczywistą, że twory prawdziwej sztuki nie mogą powstawać na zimno. Tylko żar entuzjazmu zdolny jest do tego, aby stopić ze sobą materialne elementy formy

i wytworzyć z nich żywą, organiczną całość. I może się nie mylę gdy powiem, że ogień który płonął w kuźni Hefajstosa kiedy wykuwał tarczę Achillesa, był ogniem entuzjazmu.

Sztuka nie rodzi się ani z naśladownictwa natury, ani ze spekulacji myślowych choćby najmądrzejszych, ale rodzi się ze krwi rozgrzanej entuzjazmem. I dlatego w pewnym znaczeniu można powiedzieć, że ten entuzjazm stanowi właściwie jedyne kryterium prawdziwego dzieła sztuki. Artysta rozpłomieniony tym entuzjazmem zapamiętuje się w swojej twórczej pracy. I to właśnie zapamiętywanie się w pracy stanowi wspólną cechę wszystkich prawdziwych artystów. Kiedy obserwujemy życie tych dziwnych ludzi, to nas zadziwia zawsze ogrom pracy jaką zdolni są wyładować. Nożna powiedzieć, że do takiego nasilenia, do takiej intensywności pracy nie są zdolni ludzie, których do wysiłku skłaniają inne bodźce w postaci korzyści materialnych, ambicji itp.

I dlatego można powiedzieć, że jednym ze sprawdzianów entuzjazmu jest właśnie owo zapamiętywanie się w pracy.

Drugim sprawdzianem entuzjazmu jest to, że prawdziwi artyści czerpią siły twórcze i treść twórczości z własnego wnętrza. Wprawdzie istnieje pogląd, że mistrzynią sztuki jest natura, ale to należy rozumieć w taki sposób, że artysta powinien budować formy tak, jak buduje natura, to znaczy od nowa, siłami tkwiącymi w niej samej i nie odtwarza nigdy form już istniejących. Wiemy przecież wszyscy, że czerpanie gotowych form ze świata zewnętrznego prowadzi koniec końców do martwego naturalizmu, który jest zaprzeczeniem sztuki. Prawdziwa twórczość odwołuje się tedy zawsze do wyobraźni i to odwoływanie się do wyobraźni uważać można za pewien sprawdzian twórczości artystycznej. Można powiedzieć, że żywa wyobraźnia jest niezbędnym warunkiem twórczości artystycznej, a z drugiej strony można powiedzieć, że powtarzające się stale napięcia artystyczne, które czynne są w artyście już od wczesnych lat młodzieńczych, powodują stopniowy rozwój wyobraźni.

Istnieje jeszcze jeden sprawdzian w zakresie sztuki, który polega na tym, że ogień entuzjazmu płonący w duszy artysty przenosi się na tych, którzy nań  reagują i ludzie ci rozpalają się entuzjazmem, którego sami w sobie rozniecić nie umieją. W ten sposób ogień płonący w duszy wielkiego artysty przerzuca się na inne dusze tak niejako, jak zwykły ogień, a czasem może ogarnąć całe szerokie masy. Takie zjawisko występowało np. w epoce gotyku, kiedy przy budowie tumu całe miasta pracowały ofiarnie aby ucieleśnić wielką ideę artystyczną.

Streszczając dotychczasowe rozważania możemy powiedzieć, że miarą twórczości artystycznej jest entuzjazm, sprawdzianami zaś tego entuzjazmu są: zapamiętanie się w pracy nie zmierzającej do żadnych korzyści życiowych, czerpanie sił z największej głębi natury ludzkiej, gdzie płonie właśnie ogień Hefajstosa, ogień entuzjazmu, a więc czerpanie z wyobraźni a nie z bez-

pośrednich wrażeń zmysłowych płynących ze świata zewnętrznego, a wreszcie zdolność budzenia entuzjazmu w duszach innych ludzi mających w sobie materiał palny, ale niezdolnych do samodzielnej twórczości.

Opierając się na powyższych danych zapytujemy, jak ze stanowiska artystycznego przedstawia się indywidualność Szukalskiego. Otóż wszyscy, którzy go znają bliżej, stwierdzają jednomyślnie, że pracowitość jego jest bezprzykładna. Ale właściwie nie trzeba tu świadectwa ludzi, wystarczy bowiem zapoznać się z jego dorobkiem artystycznym, aby stwierdzić, że tak jest istotnie. Pragnę zwrócić uwagę na to, że w niektórych kompozycjach Szukalski wprowadza drobiazgowe,  mozolne  szczegóły  i  nie unika  trudu, jakiego unikają czasem rzeźbiarze i  plastycy

w ogóle – mówiąc, że monumentalna forma musi być syntetyczna, prosta i nie znosi "drobiazgowości". W dorobku Szukalskiego obok rzeźb traktowanych szczegółowo nie brak rzeźb ujętych syntetycznie, ogólnikowo. Umie on po mistrzowsku uogólniać tak, aby forma nie była uboga, pusta, i umie po mistrzowsku operować szczegółami tak, aby się one podporządkowały zasadniczej idei formy, aby ją bogaciły, a nie zakrywały. W obu przypadkach forma może być monumentalna. Nie mogę w krótkim szkicu nie poświęconym teorii sztuki uzasadniać tej tezy, ale potwierdzenie jej słuszności może znaleźć każdy w licznych przykładach zaczerpniętych w historii sztuki, a przede wszystkim w przyrodzie, która tworzy nieraz formy bardzo monumentalne, wprowadzając równocześnie zawsze szczegóły i to aż do mikroskopowej skali wielkości..

Przechodząc z kolei do drugiego sprawdzianu nie trudno jest stwierdzić, że Szukalski dysponuje wprost fenomenalną wyobraźnią  w ogóle a wyobraźnią przestrzenną w szczególności. Wiadomo, że Szukalski nie studiował właściwie nigdy modela i nigdy też nie odwołuje się do modela w swojej pracy. Nie potrzebuje on wcale czerpać bezpośrednio ze świata zewnętrznego, ponieważ wewnętrzna jego wizja jest niejako doskonała; to co widzi przez cały dzień zapada w tajemniczą sferę jego podświadomości, czy półpodświadomości. Obrazy te przepracowane w jego wnętrzu, przepojone tętnem krwi serdecznej wyłaniają się następnie z wnętrza jako twory wyobrażeniowe, zrytmizowane z taką wyrazistością, że umie je nie tylko aż do największych szczegółów wyrzeźbić, ale umie je też narysować z dowolnego punktu patrzenia.

Tutaj nawiasowo pragnę zwrócić uwagę na zasadniczą różnicę, jaka istnieje miedzy pamięcią wzrokową a wyobraźnią przestrzenną. Pamięciowo można odtworzyć widziane obrazy tylko tak, jak się na siatkówce oka odbiły, a więc tylko z tego punktu patrzenia z którego się je oglądało. Twory wyobrażeniowe są przeorganizowane zgodnie z prawdą wewnętrzną i zrytmizowane. Jeżeli plastyk  dysponuje  doskonałą  wyobraźnią   przestrzenną,  mogą  one  być  zupełnie trójwymiarowe

i wtedy artysta może na nie patrzeć niejako wewnętrznie z dowolnego punktu i z dowolnego punktu odtwarzać je rysunkowo. Tę zdolność rysowania tworów wyobrażeniowych z dowolnego punktu patrzenia posiada Szukalski w najwyższej mierze i dlatego można stwierdzić z całą obiektywną pewnością, że Szukalski odwołuje się tylko do wyobraźni a nie do pamięci wzrokowej – tym mniej oczywiście do bezpośredniej obserwacji. Ktoś, kto się nad tymi problemami głębiej zastanawiał, ten wie, że prawdziwe  twory  sztuki  plastycznej  mogą  być o tyle tylko dziełami sztuki, o ile powstały w wyobraźni i na tym polega istotna różnica pomiędzy naturalizmem a prawdziwym realizmem. Wszelkie definicje realizmu i naturalizmu oparte na rozpatrywaniu samej formy jako takiej – zawodzą. Naturalizm odwołuje się do bezpośrednich wrażeń wzrokowych, a realizm przetapia te wrażenia w wyobraźni. W tym zakresie Szukalski jest zupełnie bezkonkurencyjny i nie sądzę aby  istniał dzisiaj człowiek, który by mógł z nim pod względem wyobraźni przestrzennej rywalizować. Jest on też w tym zakresie bezkompromisowy: odrzuca bezwzględnie modela a uczniom swoim nie pozwala studiować natury. Omawianie tej metody szkolenia ze stanowiska dydaktycznego nie leży naturalnie w zakresie niniejszego szkicu, pragnę jednak wskazać na to, że stanowisko Szukalskiego jest niewątpliwe na wskroś artystyczne.

Jak zaznaczyłem, Szukalski jest w tej dziedzinie bezkonkurencyjny i można go zestawić tylko z artystami dawnych epok, a przede wszystkim z rzeźbiarzami greckimi, którzy w epoce rozkwitu kultury greckiej stworzyli niedościgłe dzieła pracując wyłącznie z wyobraźni, bez modela. Dzisiaj trudno jest nam uwierzyć, że tak istotnie było, ale gdy zapoznamy się z twórczością Szukalskiego, możemy stwierdzić niejako namacalnie, że tak być mogło. Obok wyobraźni przestrzennej dysponuje Szukalski również pewną władzą, którą pozwolę sobie nazwać wyobraźnią anatomiczną. O ile wiem, nie studiował on nigdy anatomii, a jednak jego postaci mają budowę dziwnie przekonywującą. Trudno jest tą sprawę teoretycznie wyjaśnić, ale kto sam malował czy rzeźbił postaci ludzkie i pracował przez długie lata z zapałem, ten wie z własnego doświadczenia, że istnieje pewna dziwna władza oparta na wyczuciu własnego organizmu, która umożliwia odtwarzanie tego co dzieje się w sposób żywy pomiędzy systemem kostnym, systemem mięśniowym itd., odczuwa on tę wspaniałą grę form bezpośrednio w sobie, nie odwołując się do zewnętrznej wiedzy. Otóż i tą władzę posiada  również Szukalski w najwyższej mierze – tak, jak posiadali ją rzeźbiarze z epoki rozkwitu kultury greckiej, którzy również nie odwoływali się do atlasów anatomicznych i tworzyli postaci ludzkie pod względem logiki organicznej przekonywujące, na podstawie wewnętrznego poczucia anatomicznego. Pamiętam, że na to dziwne poczucie anatomiczne u Greków zwracał uwagę profesor wykładający anatomię w Akademii Paryskiej,

Tak więc odwołując się do sprawdzianu wyobraźni musimy stwierdzić, że Szukalski zaspakaja najwyższe wymagania, jakie w tym kierunku postawić możemy artyście.

Pozostaje nam do omówienia jeszcze trzeci sprawdzian polegający na tym, że wielki artysta ma zdolność budzenia entuzjazmu w duszach innych ludzi, którzy mają w sobie materiał palny, ale nie są zdolni do samodzielnej twórczości. Zdaje mi się, że nie ma potrzeby szerzej omawiać tego punktu. Kto przeżył okres wystawy prac Szukalskiego w roku 1929 i pamięta, co się wtedy działo w Krakowie, ten przyzna, że zapanował wówczas w szerokich masach entuzjazm wprost żywiołowy. Ścierały się ze sobą oczywiście różne poglądy, ale ścierały się na gorąco i faktem jest, że rzeźby i obrazy Szukalskiego stały się treścią życia całej szeroko pojętej elity społeczeństwa. Ludzie nie tylko powracali wielokrotnie do Pałacu Sztuki, dysputowali o sztuce z wielkim zapałem, ale naprawdę żyli sztuką. Kiedy sobie ten okres uprzytamniam,  to budzą się  we mnie wspomnienia

z mojej wczesnej młodości i przypominam sobie, jakim świętem było dla Krakowa, kiedy w Sukiennicach wystawiono nowy obraz Matejki. Pamiętam własne przeżycia z owych czasów i wiem, że nie był to tylko entuzjazm patriotyczny, jak sobie dzisiaj wyobrażają niektórzy ludzie, ale był to entuzjazm na wskroś artystyczny. Siła i prawda emanująca niemal z każdej postaci, z każdej głowy obrazu, z każdej ręki, z każdego gestu budziły entuzjazm nawet u tych ludzi, których zainteresowania zwrócone były raczej ku innym sprawom. Bo przecież wielu plastyków malowało obrazy bardzo patriotyczne, a jednak obrazy te nie wzruszały ludzi.

 

Otóż podobny właśnie entuzjazm ogarnął społeczeństwo krakowskie, kiedy Szukalski,

o którym mało przedtem wiedziano, zapełnił Pałac Sztuki swoimi dziełami. Tak więc i ten trzeci sprawdzian przemawia z ogromną siłą za tym, że Szukalski jest wielkim artystą. A skoro wszystkie sprawdziany wskazują na to, w sposób tak przekonywujący, to mamy wszelkie prawo powiedzieć, że Szukalski jest istotnie wielkim artystą, że jest jednym z czołowych artystów polskich. A jeżeli tak jest, trzeba, abyśmy o nim mówili, trzeba, abyśmy o nim pisali, trzeba, abyśmy sobie uświadomili, jakie nowe wartości dołączył do skarbca narodowego. Trzeba, abyśmy te wartości zachowali dla przyszłych pokoleń. Jest to nasz obowiązek zarówno wobec Polski jak wobec całej ludzkości. Bo przecież dobra duchowe, jakie naród wnosi do ogólnej kultury ludzkości, są równie ważne i istotne jak dobra materialne. Wykazują to w sposób oczywisty dzieje całej ludzkości.

Ale nie wystarczy uznać Szukalskiego za wielkiego artystę, nie wystarczy przechować jego dzieła, koniecznym   jest,  abyśmy   sobie   uświadomili,   jakie   miejsce   zajmuje   ten   dziwny   człowiek w całokształcie naszego dorobku kulturalnego. A uświadomienie sobie swoistych cech, swoistych walorów twórczości Szukalskiego jest bardzo trudne i wymaga głębokich, długotrwałych

i wszechstronnych studiów, bo twórczość ta jest naprawdę bardzo dziwna i - można powiedzieć – niepokojąca.

 

Prof. Karol  Homolacs,

historyk sztuki, krytyk.

Kraków, 1959.