menu
:: Strona Główna
:: Wywiad specjalny
::
Artykuły Biograficzne
::
Galerie
::
Biblioteka
::
Monografie
::
Wystawy & fotografie
:: Listy
:: Publicystyka
:: Spis artykułów prasowych
::
Szczep Rogate Serce
::
Odnośniki
::
Kontakt
:: Księga Gości

 

O Stanisławie Szukalskim w 15. rocznicę śmierci  

Wkładam Rodina do jednej kieszeni,

do drugiej Michała Anioła

i idę w słońce.

 

Stanisław Szukalski

 

19 maja minęło 15 lat od śmierci najgenialniejszego, obok Xawerego Dunikowskiego, polskiego rzeźbiarza, Stanisława Szukalskiego. Kto choćby raz lub przelotnie nawet zetknął się z jego twórczością, zgodzi się z określeniem Bena Hechta, który w swej biografii A Child of the Century wydanej w 1954 roku nazwał Szukalskiego „największym żyjącym artystą”. Chociaż nazwiska twórcy próżno by szukać w podręcznikach sztuki współczesnej, to jednak kultowy wręcz podziw, jakim cieszy się w kręgach miłośników sztuki, których nie dotknęła jeszcze dżuma politycznej poprawności, budzi nadzieje, iż jego dzieło znajdzie swe jakże zasłużone miejsce i sławę w historii sztuki, a także antropologii.

Zmarł w 1987 roku w szpitalu św. Józefa w Burbank, w Kalifornii, w wieku 94 lat. Do końca zachował niezwykłą jasność umysłu, świetną kondycję fizyczną, którą zawdzięczał codziennym długim spacerom; ten zwyczaj pozostał mu jeszcze z czasów młodości, gdy chcąc zaoszczędzić pieniądze na materiały rzeźbiarskie, potrafił w Chicago dziennie pokonywać pieszo kilkumilowe odległości. Co najważniejsze jednak, do samej śmierci pracował nad kolejnymi projektami, snuł plany wystaw, wydania kolejnych albumów z pracami malarskimi, rzeźbiarskimi i teoriami antropologicznymi. Nigdy nie zmieniał swego zdania ani poglądów, a czyjeś uznawał jedynie pod warunkiem, iż adwersarz, podobnie jak on, potrafił niezłomnie bronić swoich racji. Jedyny wyjątek uczynił na wieść o wyborze na papieża Polaka, komentując, iż wreszcie w Ciemnogrodzie, jak nazywał Watykan, zmieni się na lepsze. Zaraz też przystąpił do projektowania pomnika Jana Pawła II.

Urodził się w Wielkopolsce, w Warcie, 13 grudnia 1893 roku. Jego ojciec Dionizy był kowalem z zawodu, a z zamiłowania obieżyświatem - to właśnie z nim zwiedził Afrykę (gdzie jego ojciec walczył po stronie Burów w wojnie z Anglikami), Amerykę Południową (gdzie zauroczyła go sztuka Majów), aż w końcu w 1907 roku osiedli w Ameryce, w Chicago. Już w pierwszych dniach pobytu w szkole wzbudził sensacje, rzeźbiąc delikatna główkę kobiecą na końcu ołówka. „Genialny chłopiec - syn polskiego kowala” - głosiły nagłówki gazet. Choć genialny, to jednak okazało się, że jest zbyt młody, by mogły się przed nim otworzyć drzwi poważnych galerii czy muzeów. W latach 1909-13 studiował zatem, za radą rodziców, rzeźbę w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Tej samej, której potrzebę likwidacji („Sprzedać Akademie”), głosił 20 lat później na łamach Kraka.

Po powrocie do Chicago włączył się raźno w nurt życia artystycznej bohemy, organizując w swym studiu przy Wabash Avenue spotkania Vagabond Club, na których pojawiała się śmietanka artystyczna i gdzie dyskutowano o sztuce, filozofii, literaturze. Dwóch uczestników tych spotkań i przyjaciół Szukalskiego, Ben Hecht i Wallace Smith, chcąc mu pomoc w ciężkiej sytuacji finansowej (artysta, choć pozował na arystokratę, to jednak często wręcz przymierał głodem), zaprosiło znanego krytyka sztuki Monteglasą, piszącego do Examinera i będącego wyrocznia gustów dla kolekcjonerów sztuki, do obejrzenia prac artysty. Niestety, zaskoczony tym, co zobaczył, Monteglas ośmielił się stuknąć końcem swej laski rzeźbę Ezopa, komentując solidność wykonania i materiału, co okazało się już ponad siły Szukalskiego: złamawszy laskę gościa kazał mu się wynieść. Jeden z przyjaciół artysty powiedział kiedyś, że to on sam jest swoim największym wrogiem. I tak już pozostało do końca. Kiedy w latach 80. zafascynowany jego sztuka Jim Woodring zaaranżował mu spotkanie z kuratorem jednego z ważniejszych muzeów w Los Angeles, rozmowa przerodziła się w tyradę Szukalskiego, atakującego malarstwo Picassą, Matisse'a i Kandinsky'ego, których obrazy zauważył na ścianach; tym razem jemu (i bogu ducha winnemu Woodringowi) pokazano drzwi.

W 1923 roku Covici McGee opublikował w limitowanym nakładzie 1000 egzemplarzy pierwszy album z pracami Szukalskiego (artysta zawsze sam wykonywał zdjęcia swych dzieł!), The Work of Szukalski, reklamowany jako najpiękniejsza książka wydana do tego czasu w Stanach Zjednoczonych. Znalazły się tam wczesne prace artysty, zarówno rysunki, jak i rzeźby, by wspomnieć: The Lost Tune, Twilight, A Stuttering Philosopher, Aesop, Fall of Man, Annunciation. Były to dzieła inspirowane głownie literaturą i sztuką symbolizmu, pełne ukrytych znaczeń i symboli, niezwykle ekspresyjne, emocjonalne i alegoryczne. Nie powstydziłby się ich zapewne sam mistrz Rodin. Niestety, jak sam podkreślał Szukalski, Amerykanie nigdy nie będą w stanie objąć ogromu uczuć i pasji, jakie niosą jego rzeźby, gdyż sami nie są w stanie niczego aż tak bardzo kochać ani aż tak bardzo nienawidzić, by pojąć, o czym mówi jego sztuka. Trudno powiedzieć, czy miał racje, pewne natomiast jest, iż na przestrzeni lat ani na jotę nie zmieniło się stanowisko kuratorów, krytyków czy urzędników sztuki, którzy porażeni wręcz niezwykłością i oryginalnością jego dzieła, a także przerażeni jego teoriami, zdobyć się jedynie potrafili na nazwanie tego, co widzieli, „szaleństwem”. Cóż, rzucanie pereł przed wieprze ma bardzo długa i niesławna tradycje.

W tymże 1923 roku artysta żeni się z Helen Walker, a w dwa lata później, już z córką, wyjeżdżają do Francji. W 1926 roku, przebywając z chorą żoną w May-en-Multien pod Paryżem, dowiaduje się o kolejnym już konkursie na rzeźbę Mickiewicza dla Wilna - w ciągu sześciu tygodni przygotowuje projekt, który zdobywa pierwsze miejsce. Jednak, w wyniku rozpętanej w Polsce kampanii przeciwko niemu, projekt zostaje odrzucony.

Po pięciu latach pobytu we Francji Szukalscy wracają i osiedlają się w Los Angeles, w Hollywood. Małżeństwo rozpada się w 1932 roku. Szukalski żeni się powtórnie z Joan Donovan. W 1929 ukazuje się drugi, równie piękny jak pierwszy, album Szukalski: Projects in Design z projektami architektonicznymi oraz fotografiami rzeźb Szukalskiego, wydany przez University of Chicago. W 1934 roku wystawia jeszcze w Exhibition Park model pomnika Proamerica, a już w roku 1936 przyjeżdża do Polski w glorii chwały i otrzymuje od rządu własne studio, nazwane Narodowym Muzeum Szukalskiego. Projektuje pomnik Józefa Piłsudskiego i Bolesława Chrobrego dla Katowic, który uległ zniszczeniu w czasie bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 roku, podobnie jak większość prac przywiezionych przez artystę z USA. Te, które ocalały, zostały po wojnie zagrabione przez władze komunistyczne; niektóre z nich pojawiły się przed kilku laty w sprzedaży aukcyjnej w Polsce, jako pochodzące z kolekcji „prywatnych” (sic!); dwanaście prac do tej pory „przechowywanych” jest w magazynach Muzeum Okręgowego w Bytomiu.

Z „chwałą” bywało różnie, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w ojczyźnie, gdzie działał Szczep Rogate Serce - założone przez niego w 1929 roku ugrupowanie jego wyznawców, skupiające głównie zbuntowanych przeciw rygorom akademickim studentów krakowskich uczelni artystycznych. „Szukalszczycy” wydawali pismo Krak, na łamach którego atakowali niemal wszystko i wszystkich we współczesnej sztuce polskiej, a oliwy do ognia dolewał sam Szukalski przysyłając z Ameryki swe teksty (ulotki). Jak wspominał na lamach Przeglądu Polskiego po śmierci artysty Leonidas Dudarew-Ossetynski, Szukalski wymyślał środowisku artystów od „zgrai zorganizowanych nieuków”, „nieokrzesanych parobków”, „rajfurow Zachodu”. „Tępić będziemy ogólnoeuropejskie, a zatem i polskie zabobony kulturalne, plotki pojęciowe i wszystko, co zionie pleśnią, i wywodzi się ze smoczej Jamy Brzusznej trupiejącej starej Europy” - pisał Szukalski, na co urzędnicy kultury odwdzięczali się paleniem jego katalogów, zamykaniem wystaw, które zawsze cieszyły się niebywałym wręcz powodzeniem. Studenci głosili narodziny nowego Norwida, krytycy, jak choćby Mieczysław Wallis, pisali, iż „mamy dość własnego chamstwa, nie potrzebujemy importu z Ameryki”.

Lata 30. i 40. to początek fascynacji Szukalskiego pismem obrazkowym, które głęboko studiował, a z czasem zaczął wykorzystywać wiele z odkrytych znaków i symboli do swej własnej sztuki, zarówno malarstwa, rysunku, jak i rzeźby, a także w „naukach”, które sam stworzył i opracował z najmniejszymi detalami teoretycznymi. Ilustrował je kilkunastoma tysiącami rysunków i szkiców, które w ponad czterdziestu zachowanych tomach (m.in. Zermatism - teoria o narodzinach cywilizacji w Zermatt, Szwajcaria, Great Lioness, Griffin, Oyster People, Egoglyphy - czyli, jak ze zmarszczek na czole odczytać ego człowieka) czekają wciąż na wydanie. Jedna z bardziej znanych jego teorii, zwana Protong (od Proto-tongue), dowodziła, iż właśnie jedynym językiem piktograficznym, znanym wszystkim kulturom na ziemi w czasach przed potopem, o którym wspomina Księga Genezis, był właśnie odkryty przez niego Protong.

Fascynacja sztuką prehistoryczną, egipską, babilońską, sztuka indiańska wywarła także wpływ na jego rzeźbę, która stawała się coraz bardziej monumentalna, symboliczna, rzec by można pierwotna (Proamerica, 1933 r., Yaltantal, 1945 r.) - rzeźba mająca upamiętniać zbrodnie zdrady i oddania połowy Europy przez Churchilla i Roosevelta w Jałcie pod panowanie Sowietów; Frozen Youth; Deluge, 1954 r. W latach 50. wykonuje popiersie generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, a pod koniec lat 70. kończy prace nad projektem wstrząsającego pomnika katyńskiego, w którym sowieccy mordercy przedstawieni są symbolicznie jako skrzyżowanie „a-człowieka” i ośmiornicy z pyskiem hieny, mordujący swe bezbronne ofiary młotem i strzałem w głowę. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, iż artysta tworzący tego rodzaju sztukę nie miał i nie mógł mieć łatwego życia. Nawet w kraju tak bardzo szczycącym się swymi hasłami wolności i równości jak Ameryka, gdzie jednak prawdę zastąpiono polityczną poprawnością, prawa jednostki interesem ogółu, język mowa-trawa, w sztuce pierwsze skrzypce jak grali, tak i nadal grają kontestujący i lewicujący potomkowie Picassow (pick-ass-hole, jak miał w zwyczaju wymawiać Szukalski).

Jedynymi, wydaje się, promykami światła w smutnej biografii tego przegranego geniusza było spotkanie z Glennem Brayem i Lena Zwalve oraz przyjaźń z rodzina DiCaprio. Ci pierwsi, w ramach założonego przez siebie Archives Szukalski, z podziwu godnym zapałem od przeszło dwudziestu lat propagują dzieło Szukalskiego wydając albumy i organizując wystawy jego prac. W 1980 roku opublikowali A Troughful of Pearls. Behold!!! The Protong z pracami artysty od 1912 do czasów najnowszych oraz teoria Protong, w dwa lata później Inner Portraits, do której włączyli prace znajdujące się w kraju. Wspólnie z Polish Museum of America w Chicago zorganizowali w 1990 roku wystawę Szukalski: The Lost Genius oraz wydali album The Lost Tune, z rzeźbami artysty z lat 1913-1930. W przygotowaniu znajduje się najbardziej chyba oczekiwany przez samego Szukalskiego, jak i wielbicieli jego sztuki album God's Eagle and Hydra, inspirowany pracą artysty nad rzeźbą poświęconą Janowi Pawłowi II. Owocem współpracy miedzy Archives Szukalski i rodziną DiCaprio była wspaniała wystawa w Laguna Art Museum w Laguna Beach w Kalifornii na przełomie 2000/2001 roku. Pokazano na niej ponad dwadzieścia rzeźb z brązu (w tym prace przywiezione z Polski przez siostrzeńca artysty Romana Romanowicza), obrazy, rysunki, szkice, projekty, czarno-białe fotografie prac zaginionych po 1939 roku, a nawet 26 ręcznie wykonanych przez samego artystę narzędzi rzeźbiarskich. Katalog-album wydany z tej okazji w San Francisco przez wydawnictwo Last Gasp Struggle. The Art of Szukalski, ze wstępem Leonardo i George'a DiCaprio - jest świetnym przewodnikiem po twórczości artysty i kolejach jego życia; winien się znaleźć w kolekcji każdego szanującego się miłośnika sztuki.

-----------------------


Artykuł ukazał się pierwotnie w polonijnym „Przeglądzie Polskim” z 24 maja 2002.