menu
:: Strona Główna
:: Wywiad specjalny
::
Artykuły Biograficzne
::
Galerie
::
Biblioteka
::
Monografie
::
Wystawy & fotografie
:: Listy
:: Publicystyka
:: Spis artykułów prasowych
::
Szczep Rogate Serce
::
Odnośniki
::
Kontakt
:: Księga Gości

 

Serdecznie zapraszam do lektury fragmentu dosyć długiej rozmowy telefonicznej, jaka przeprowadziłem w lutym tego roku, z Romanem Romanowiczem, siostrzeńcem Stanisława Szukalskiego. Wywiadu nietuzinkowego - o twórczości Stacha z Warty, o skandalach, które wywoływał artysta, o rabunku Jego dzieł przez rodaków i kilku innych ciekawostkach. Mam nadzieję, że Pan Romanowicz przybliży Wam nieco postać Szukalskiego, niepokornego, zapomnianego geniusza.

 

Roman Romanowicz: O Stanisławie Szukalskim można by mówić nieskończenie długo. O Jego oryginalnej twórczości, artystycznych wizjach, o jego stosunku do sztuki i twórców, o Jego niesamowitej pracowitości i energii - ale także o niesfornym charakterze, który był przyczyną wielu skandali w środowisku artystycznym. Szczególnie ostro występował przeciwko krytykom oraz twórcom, którzy byli pod wpływem obcej dla Polaków sztuki płynącej z Zachodu. Miał jednak wielu wielbicieli - zarówno ze starego pokolenia, jak i młodzieży, którą porwał swoimi planami stworzenia wielkiej polskiej, narodowej sztuki. Trudne dzieciństwo w okresie Jego pobytu w Chicago, jak i później w Krakowie - szczególnie ze względów materialnych - oraz wpływ Jego ojca, człowieka niezależnego w  swoich poglądach, ukształtował zarówno charakter, jak i światopogląd młodego rzeźbiarza. Przez całe życie był zdecydowany w swoich poczynaniach, potępiał wszelkie przejawy ortodoksyjnego myślenia i mimo częstych na niego ataków, a później celowego przemilczania w okresie Polski Ludowej, pozostał do końca gorliwym Polakiem, a Jego twórczość była przepełniona tęsknotą za pierwszą i jedyną ojczyzną.

 

W rożnego rodzaju artykułach i notkach Szukalski jawi się nam jako osoba niesłychanie demoniczna. Wszyscy autorzy podkreślają Jego bezkompromisowość, ekstrawaganckie poglądy - diabelską wręcz energię i szalone pomysły. Chciałem zapytać jednak, jak Pan wspomina Szukalskiego. Czy faktycznie był taka osobą, jak usiłują to przedstawić nam dziennikarze i krytycy - abstrahując zupełnie od Jego sztuki?

 

RR Szukalski był niesłychanie przyjazny dla osób, przyjaciół , dla  rodziny. Natomiast był zdecydowanym wrogiem twórców, którzy preferowali sztukę modernistyczną, kubistyczną, sztukę z Zachodu - szczególnie francuską - napływającą do Polski. Ludzi którzy wartościowali tą sztukę, jako stojącą na najwyższym poziomie. Natomiast sam Szukalski był bardzo, bardzo sympatyczny i właściwie w dyskusjach nie dotyczących sztuki można było z nim rozmawiać bez końca - tym bardziej, że miał bardzo szerokie zainteresowania w innych dziedzinach. Był bezkompromisowy, to prawda. Oczywiście był również bardzo zarozumiały. Ta zarozumiałość wypływała chyba z tego, że czuł tą swoją wartość. Że stawiał się na jednym poziomie z Michałem Aniołem, czy z Rodinem - a może nawet i więcej, mówiąc na przykład o tym, że "palce i dłonie Rodina wyglądają tak, jakby robił je piekarz - to są po prostu kluski".  Był więc bardzo krytycznie nastawiony do innych malarzy, innych rzeźbiarzy - za wyjątkiem niektórych, bo oczywiście miał swoich. Przede wszystkim Malczewskiego, Zofię Stryjeńską... To znaczy oceniał ludzi według ich twórczości - ale nie stanowiącej reportaż z życia codziennego, tylko z twórczości wynikającej z wnętrza, z potrzeby wypowiadania się - czy to przez rzeźbę, czy przez sztukę malarską.

 

A właściwie czym tłumaczy Pan brak Szukalskiego na piedestale wielkich polskich twórców, w oczach rodzimej krytyki i rodzimych odbiorców dziś? Przecież o wiele większą popularność i przychylność zdobył sobie na Zachodzie, szczególnie w Stanach. Czy winy należy upatrywać w tym Jego bezkompromisowym, czasami napastliwym zachowaniu, czy może winę ponoszą sami krytycy, którzy nie potrafili zrozumieć Jego sztuki?

 

RR Myślę, że w dużej mierze do tego stosunku krytyków sztuki  do siebie zawdzięcza - w cudzysłowiu oczywiście -swojemu charakterowi,  napastliwemu stosunkowi do krytyków sztuki, między innymi. To na pewno. Były momenty, gdy ludzie odwracali się od niego - mimo, że uznawali wielkość Jego sztuki i Jego oryginalność. Natomiast drugą przyczyna jest to, że po wojnie Szukalski właściwie nie miał co pokazać. Całą twórczość, którą zostawił w Polsce częściowo zniszczyli Niemcy, częściowo rozgrabili rodacy i po powrocie do Stanów Zjednoczonych, biedny jak mysz kościelna, po prostu nie miał czego pokazać. I o ile był znany w okolicach lat dwudziestych i trzydziestych społeczeństwu amerykańskiemu, tak po powrocie w 1939 roku był po prostu zapomniany. Natomiast jeśli chodzi o rzeźbę,  rzeźbił bardzo mało, bo nie mógł sobie po prostu na to pozwolić - nie mając środków materialnych. Niestety rzeźba jest dosyć droga w swojej realizacji. Jedno i drugie przyczyniło się do tego, że ludzie po prostu o nim zapomnieli. Dwie cudowne monografie, który wydane zostały w latach dwudziestych w Chicago niestety rozpłynęły się w społeczeństwie - było to jedynie tysiąc egzemplarzy, z czego cześć została zniszczona podczas wojny - nie przybliżały wcale, nie mogły przybliżyć Szukalskiego ludziom. Po wojnie mieliśmy tylko jedną Jego wystawę, z trudem zorganizowaną w 1978 roku w Krakowie. Poza tym nie mamy żadnej polskiej monografii do dnia dzisiejszego, chociaż w Stanach wyszły w latach osiemdziesiątych kolejne trzy. Więc to wszystko na to się złożyło, że Szukalski został przez ludzi zapomniany. Bardzo się cieszę, ze teraz - powoli - młodzi ludzie odkrywają Szukalskiego i mam nadzieję, że także po wyjściu monografii - która,prawdopodobnie ukaże się w tym roku, a opracowywana jest przez Dr. Lechosława Lameńskiego z Lublina - postać Szukalskiego zacznie powoli wypływać  w historii polskiej sztuki.

 

Wiem, że owa jedyna polska wystawa, o której Pan wspomniał (w latach siedemdziesiątych) Stacha z Warty w Krakowie miała również swojego rodzaju aurę skandalu, a związane są z nią jakieś małe "incydenty". Czy mógłby pan przybliżyć odrobinę to wydarzenie?

 

RR Wystawa miała miejsce w 1978 roku, w maju - po bardzo długich staraniach byłych uczniów i przyjaciół Szukalskiego - w krakowskim Pałacu Sztuki, a zawierała twórczość Szukalskiego i stworzonego przez niego Szczepu Rogate Serce. Eksponaty wypełniały właściwie wszystkie sale wystawowe, to była olbrzymia wystawa. Prace Szukalskiego wypełniły największą salę Pałacu, chociaż eksponaty ograniczyły się jedynie do sześciu rzeźb i stu kilkudziesięciu fotografii zniszczonego podczas wojny dorobku artysty. Po powitalnych przemówieniach Mariana Konarskiego oraz dyrektora Straichera zaproponowałem odtworzenie przemówienia Szukalskiego z taśmy magnetofonowej, która przysłał przed kilkoma dniami. protest zgłosił dyrektor Pałacu, Pan Streicher, przypuszczając, że przemówienie Szukalskiego może być napastliwe. W związku z tym zaprosiłem wszystkich gości przed budynek Pałacu i z wielką uwagą wysłuchaliśmy przemówienia, które Szukalski nagrał specjalnie na okoliczność wystawy. Przemówienie zostało nagrodzone wielkimi brawami - było oryginalne i nie zawierało spodziewanych słów krytyki - ani systemu akademickiego, ani polskich twórców. Cóż, niestety - takie opinie i uprzedzenia podążały, i wciąż podążają, za Szukalskim.

 

A co Pan osobiście najbardziej ceni sobie w sztuce Stanisława Szukalskiego?

 

RR Cenię dwie podstawowe rzeczy. Mianowicie - oryginalność twórczości, w której zawierają się pewne alegorie, pewne filozoficzne przesłania oraz wartość warsztatową, to znaczy biegłość rzemieślniczą - która posunięta jest do możliwych najwyższych granic. Te dwie rzeczy, które właściwie tworzą artystę, tworzą dzieło o znacznej wartości.

 

Chyba największa działanośc propagatorską, jesli chodzi o postać Szukalskiego, prowadzi obecnie Archives Of Szukalski ze Stanów. Wiem, że ma Pan dobry kontakt z prowadzącymi to archiwum Leną Zvalve i Glenem Brayem, czy zatem mógłby nam cos Pan opowiedzieć o działalności AOS?

 

RR Glen Bray, wraz z żoną Leną Zvalve, byli przyjaciółmi Szukalskiego - mniej więcej od początku lat siedemdziesiątych. Sam Glenn Bray jest znanym miłosnikiem karykatury, a także i komiksu - takiej twórczości typowo amerykańskiej, ale spotkawszy Szukalskiego stał się oddany mu całym sercem i cała duszą. Współpracowali razem, a Bray bardzo często pomagał Szukalskiemu, między innymi finansowo, w pewnych zamierzeniach - na przykład przy wydawaniu medali pamiątkowych, a także przy opracowywaniu monografii. Pierwszej monografii pod tytułem "Koryto pełne pereł",  później "Węwnetrznych portretów" oraz wydawnictw przygotowanych z okazji wystaw: "Zagubiona Nuta" i "Walka". Glenn Bray został prawnym spadkobiercą Szukalskiego - tak sobie bowiem Szukalski zażyczył- i przejął jego dorobek amerykański. Odlał w brązie prawie wszystkie rzeźby gipsowe Szukalskiego, opiekuje się wielkim zbiorem materiałów dotyczących "Protongu", czyli "Macimowy" (który się składa z czterdziestu-kilku tomów oraz kilku tysięcy rysunków), no i oczywiście organizuje wystawy. W tej chwili Glenn Bray stara się o zorganizowanie następnej - trudno mi w tej chwili powiedzieć gdzie. Jesli chodzi o działalność wydawniczą, to próbuje obecnie wydać reprint monografii Szukalskiego z lat dwudziestych pt: "Design In Projects". W każdym bądź razie Jego działalność jest niezwykle cenna dla wszystkich sympatyków Szukalskiego, i oczywiście całej kultury polskiej - choć wszystko to dzieje się przecież w Stanach Zjednoczonych.

 

A czy posiada Pan jakieś informacje co w Polsce dzieje się w temacie Szukalskiego? Czy oprócz wspomnianej przygotowywanej monografii w ogóle cokolwiek jest planowane? Mi wiadomo tylko o planach wydawniczych "Toporła" oraz, oczywiście, Pańskiej znakomitej stronie internetowej.

 

RR (Śmiech) Ta strona właściwie nie jest jeszcze skończona. To znaczy ja się tym bezpośrednio nie zajmuje - dostarczam tylko materiały, a resztą zajmuje się mój kuzyn. Jeśli chodzi o sprawy wydawnicze natomiast, wspomniane "Wydawnictwo Toporzeł" z Wrocławia, prowadzone przez Pana Zdzisława Słowińskiego, ma przygotowaną do druku reedycję tragedii scenicznej Szukalskiego "Krak", napisaną w 1937 roku i wydaną w 1938 przez Wydawnictwo Śląsk. Ponieważ te egzemplarze przedwojenne zanikły albo zostały zniszczone  - były robione na fatalnej jakości papierze - Pan Słowiński postanowił wydać tą tragedię sceniczną i mamy nadzieję, że w tym roku ujrzy już ta reedycja światło dzienne. Muszę nadmienić do tego, że dodaliśmy do tego wydania kilkanaście rysunków, które wykonał Szukalski już po wojnie, będąc w Stanach Zjednoczonych - oczywiście na temat tej dziejawy o Kraku.

 

Ciekaw jestem niezmiernie, czy byli w ogóle jacyś sponsorzy/organizatorzy, którzy mieli chęci zorganizować wystawę Szukalskiego w Polsce.

 

RR Dużo osób interesuje się obecnie Szukalskim i bardzo chcieliby taka wystawę zobaczyć, ale są trudności z jej zorganizowaniem. Raz, ze względu na to, że jest mało oryginałów - to znaczy ja mam kilka rzeźb, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu ma kilka przepięknych brązów, no i jeszcze kilka pozycji rozproszonych jest po całej Polsce. Natomiast bardzo trudno byłoby ściągnąć kolekcję jaka jest w posiadaniu Archives Of Szukalski - po prostu ze względów finansowych. Koszty ubezpieczenia, transportu i tak dalej. W tej chwili niestety nie ma żadnych konkretnych możliwości na zorganizowanie dużej wystawy Szukalskiego, chociaż wciąż szukamy takich sposobności. Chciałbym jeszcze Panu powiedzieć coś, przy okazji, o czym się generalnie nie mówi. Otóż mówi się, że to Niemcy zniszczyli bogaty dorobek artystyczny Szukalskiego w czasie wojny, a mało się mówi, że to Polacy go rozkradli, co - niestety - znajduje dzisiaj swoje potwierdzenie. Mianowicie faktem jest, że od czasu do czasu na różnych aukcjach, co kilka lat, pojawiają się w sprzedaży "zaginione" rzeźby i rysunki Szukalskiego. W jakichś domach aukcyjnych i różnego rodzaju komisach, dlatego tez nie można dojść kto przechowywał i wystawiał te rzeczy po latach na sprzedaż. Ostatnio na przykład pojawiła się rzeźba z 1917 roku, brąz pod tytułem "Walka ilości z jakością" , autoportrety Szukalskiego i tak dalej. (...)